poniedziałek, 23 września 2013

Odcinek 6.: Same kłótnie.

PROSZĘ O PRZECZYTANIE NOTKI POD ROZDZIAŁEM. <3

Ostrzegam: Drama time, start.

 - Co to, kurwa, ma znaczyć?! – wrzasnął blondyn, gdy tylko Zayn przekroczył próg garderoby.
 - Posłuchaj, to naprawdę nie jest tak jak myślisz – starał się złagodzić sytuację.
 - Nie?! No oczywiście, że nie! Przecież wcale nie spędziłeś nocy w domu MOJEJ dziewczyny!
 - Niall, przestań krzyczeć – odezwał się Liam, widząc, że z tego nie wyjdzie absolutnie nic dobrego.
 - Nie mów, kurwa, co mam robić, jasne?! – zwrócił się do szatyna, po czym z powrotem spojrzał na Mulata.
Malik wcale nie chciał wszczynać żadnej kłótni. Miał ochotę, że wszystko jakoś da radę wytłumaczyć, jednak postawa jaką teraz przedstawiał blondyn była dla niego lekko szokująca. Przecież Niall nigdy się tak nie zachowywał. Zawsze był najspokojniejszy ze wszystkich i próbował wszystko racjonalnie wytłumaczyć. Jednak nie dziś. Każdy z uwagą wpatrywał się w Horana. Jego oddech był znacznie przyśpieszony, co można było zauważyć szybko unoszącej się i opadającej klatce piersiowej, w dodatku jego źrenice były rozszerzone, co odzwierciedlało buzującą w żyłach chłopaka złość, którą również zwiastowały mocno zaciśnięte w pięści dłonie. Niall wziął głęboki oddech, po czym zmniejszył odległość między nim, a Malikiem.
 - Niall, uspokój się – odezwał się Mulat. – Wiesz, że ona jest moją przyjaciółką. Musiałem z nią porozmawiać, a gdy skończyliśmy rozmawiać było późno, więc poprosiła, żebym został. Powinieneś jej zaufać – dodał ze stoickim spokojem.
 - Jej ufam, natomiast tobie nie do końca – syknął.
 - Wyjdź na zewnątrz i ochłoń, dopiero będę z tobą rozmawiał – odparł Zayn, po czym próbował wyminąć swojego rozmówce.
Horan poczuł nagły przypływ złości, o ile kolejny był możliwy. Zdenerwowany zachowaniem Mulata i tym, że chłopak odwiedził jego dziewczynę, nie zwracając uwagi na konsekwencję wymierzył przechodzącemu Malikowi solidny cios w szczękę. Zdezorientowany Zayn wpadł na ścianę, po swojej lewej stronie i otwarł brodę czując, że spływa po niej krew. Szybko odepchnął się od ściany i rzucił w stronę blondyna. Obydwaj zaczęli okładać się pięściami, na szczęście nie na długo. Pozostali szybko doskoczyli do nich, tym samym rozdzielając obu. Liam i Harry próbowali utrzymać wyrywającego się Horana, natomiast Louis próbował poradzić sobie z szarpiącym się Malikiem. Nie było to jednak łatwe...

***

Danielle rozglądała się po lotnisku w poszukiwaniu przyjaciółki. Zirytowana faktem, że lot był porządnie opóźniony nerwowo penetrowała każdy centymetr pomieszczenia, w którym się znajdowała. Nagle poczuła na swoich plecach ogromny ciężar. Pisnęła cicho i wypuściła walizki z dłoni, łapiąc równowagę, przez co usłyszała dobrze znany śmiech przy uchu.
 - Jane! – wrzasnęła, zrzucając z siebie przyjaciółkę, by po chwili mocno ją przytulić. – Kiedyś cię uduszę.
 - Tak, tak. Wiem, że za mną tęskniłaś – zaśmiała się, mocniej przytulając dziewczynę.
 - Cóż za pewność siebie, panno Calder – powiedziała Danielle, teatralnie przewracając oczami.
 - Mam tak z natury, panno Peazer – odparła z powagą Eleanor, po czym obie wybuchły śmiechem.
Gdyby nie błysk flesza, który dostrzegły, pewnie jeszcze długo stałyby na lotnisku drocząc się ze sobą. Jednak wolały uniknąć tysiąca zdjęć w internecie. Skinęły do siebie głowami, po czym Eleanor wzięła jedną walizkę, a Danielle drugą i obie udały się w stronę parkingu, gdzie czekał na nich Tommy. Dani przytuliła delikatnie chłopaka na powitanie, po czym wszyscy wsiedli do samochodu i pojechali do mieszkania Calder i Kirst'a.

***

Gdy ostatnie pasmo ciemnych włosów zostało wyprostowane, Rosalie odłożyła prostownicę na pralkę w łazience i spojrzała w lustro. Starała się robić, co tylko mogła, by na koncercie wyglądać dość dobrze. Przejechała czarną maskarą po i tak już ciemnych rzęsach, gdy usłyszała lekki skrzyp drzwi. Uśmiechnęła się mimowolnie i szybko dokończyła lekki makijaż. Wróciła do swojej sypialni i stanęła przed dużym lustrem, uważnie się w nie wpatrując. Miętowa koszula z długim rękawem i ćwiekami na kołnierzyku idealnie przylegała do jej ciała, a białe rurki idealnie podkreślały jej szczupłe nogi. Założyła szybko czarne botki, na dość wysokim obcasie, by dodać sobie kilka centymetrów, po czym schowała do kieszeni telefon, zeszła na dół i skierowała się do kuchni. Blondyn stał oparty tyłem o blat kuchenny z rękami splecionymi poniżej klatki piersiowej. Dziewczyna przeraziła się stanem, w jakim chłopak się znajdował. Łuk brwiowy był widocznie rozcięty i można było zauważyć niedokładnie zmytą krew dookoła rany, natomiast przestrzeń dookoła lewego oka powoli przybierała barwę fioletu.
 - Co ci się stało? – pisnęła zaskoczona szatynka, sprawiając, że obojętny wzrok chłopaka zatrzymał się na jej drobnej osóbce.
 - Nic wielkiego – odpowiedział, udając, że nic się nie stało,  podszedł bliżej dziewczyny i założył jej na szyję przepustkę, po czym całkowicie ją ignorując wyszedł z pomieszczenia.
Dziewczyna stała jeszcze chwile w miejscu analizując, co się przed chwilą wydarzyło, po czym ruszyła za chłopakiem.
 - Nawet się ze mną nie przywitasz? – odezwała się, stojąc tuż za nim, jednak blondyn nawet nie raczył odwrócić się w jej stronę.
 - Chodźmy już. Niedługo zaczyna się koncert.
 - Powinieneś najpierw przemyć tą ranę, Niall – na dźwięk jej słów chłopak odwrócił się i spojrzał ze złością w jej brązowe tęczówki, które przepełnione były zdezorientowaniem.
 - Teraz będziesz udawała, że nic się nie stało? – zapytał chłodno.
 - Nie rozumiem o co ci chodzi – odparła, po czym zmarszczyła brwi, nie zrywając kontaktu wzrokowego z blondynem.
 - Porozmawiaj ze swoim, kochanym przyjacielem – syknął, po czym zniknął za drzwiami łazienki.
Rosalie westchnęła, po czym usiadła na kanapie i włączyła telewizor, żeby się czymś zająć. Przerzucała kanały z nadzieję, że natknie się na coś interesującego i wtedy na ekranie pojawiło się zdjęcie Zayna opuszczającego jej dom. Zatrzymała na danym kanale i słuchała, co ma do powiedzenia reprter.
 - Dzisiaj sławny boy band One Direction udzielił wywiadu dla kanału The Sun, gdzie miała miejsce dość zabawna sytuacja. Z resztą obejrzyjcie ją sami – uśmiechnął się prezenter, po czym pojawił się kawałek dzisiejszego wywiadu.

 - Więc możemy obejrzeć jeszcze jedno zdjęcie – uśmiechnęła się przebiegle kobieta.
Na wielkim ekranie pojawiły się trzy zdjęcia. Po prawej stronie widać było Nialla opuszczającego mieszkanie Rose, natomiast po lewej był Zayn wchodzący do jej mieszkania i opuszczający je nad ranem. Horan wpatrywał się w zdjęcia z szeroko otwartymi ustami, po czym przeniósł swoje mordercze spojrzenie na Mulata. Jest źle, jest bardzo źle!
 - Zayn? Niall? Może powiecie wszystkim, co przedstawia ta fotografia?
 - To moja przyjaciółka – wypalili razem, na co pozostała trójka uderzyła się z otwartej ręki w czoło.
 - Przyjaciółka?
 - Dokładnie tak – wtrącił Liam, ratując całą sytuację.
- Cholera – przeklęła pod nosem Rose.
Szybko wyłączyła telewizor i udała się do łazienki, w duchu ciesząc się, że Horan nigdy nie zamyka drzwi. Wpadła do pomieszczenia i zobaczyła syczącego z bólu blondyna, przemywającego swoje rany na twarzy.
 - To nie tak jak myślisz – odezwała się, nie spuszczając z niego wzroku. Czuła, że w jej oczach zbierają się łzy.
 - Czyli już z nim rozmawiałaś.
 - Nie. Oglądałam wywiad. Tak, nocował tu, ale w pokoju gościnnym, Niall. Potrzebował mojej pomocy, dlatego przyszedł. Wiesz, że się przyjaźnimy.
 - Wiem – odparł, nadal nie patrząc na dziewczynę.
 - Nie ufasz mi – stwierdziła łamiącym głosem, a po jej twarzy spłynęły pierwsze łzy.
Właśnie w tej chwili Horan poczuł się jak skończony dupek. Doprowadził ją do łez. Jak mogłem to zrobić? Rzucił wacik, który jeszcze przed chwilą znajdował się przy jego brwi i stanął tuż przy szatynce. Nowe łzy spływały po jej twarzy wyznaczając nowe ścieżki. Blondyn założył kosmyk jej włosów za ucho, po czym mocno przytulił do siebie dziewczynę.
 - Przepraszam – szepnął. – Po prostu to zdjęcie wyprowadziło mnie z równowagi. Oczywiście, że ci ufam, skarbie. Po prostu nie chcę cię stracić. Przepraszam, nie płacz już – dodał i pocałował dziewczynę w czoło.
 - Następnym razem po prostu wszystko sobie wyjaśnijmy, dobrze?
 - Oczywiście, skarbie. Co tylko zechcesz.
Trwali tak jeszcze dobrych kilka minut, ciesząc się swoją obecnością.
***
 Eleanor siedziała wygodnie na kanapie obserwując osoby dookoła niej. Czterech chłopaków i dwie dziewczyny. Starał się skupić na ich rozmowie, jednak jej myśli były całkiem, gdzie indziej. W dodatku zastanawiała się, dlaczego Zayn ma rozciętą wargę i podbite oko. Wszystko interesowało ją bardziej niż rozmowa zgromadzonych w salonie. Wróciła myślami do rozmowy z Tommym, w końcu będzie musiała mu powiedzieć. Tylko, co się wtedy stanie? Jak on zareaguje?
Bała się. Przeniosła swój wzrok na Danielle z myślą, że myśli jakoś same się zmienią i wtedy wszystko jej się przypomniało. Dzień, w którym się zgodziła, dzień, w którym pilnie potrzebowała pieniędzy, dzień, w którym zyskała pięciu nowych znajomych, w czym dwóch przyjaciół, o których nigdy nie śmiała śnić.

 - Przestań – załkała błagalnie. – Mam dość, rozumiesz? Skąd ja wezmę 8500 tysięca na operację? Przecież jeżeli nie uda mi się nic zrobić, to ona umrze – dodała, dławiąc się łzami.
 - El...  El proszę uspokój się. Oddychaj, spokojnie. Mogę spróbować ci pomóc, ale to będzie wymagało poświęcenia z twojej strony i długiej rozmowy z Tommym.
 - Najważniejsze jest teraz życie mojej matki, Dani. Nic innego mnie nie interesuje.
 - Zrobimy tak. Teraz idź sobie zrób jakąś ziołową herbatkę, żebyś się uspokoiła, a ja zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ci pomóc. Dobrze, Jane?
 - Dobrze – odetchnęła głośno. – Strasznie ci dziękuję. Nawet jeżeli nic nie załatwisz, to wiedz, że jestem ci strasznie wdzięczna. No i przepraszam, że tak cały czas zajmuję ci czas, ale musiałam się komuś wygadać i...
 - Boże. Już. Spokój. Proszę. Przestań mnie przepraszać. Naprawdę. Idź wypij jakieś ziółka. Jak coś załatwię to napisze, a jak nie... to zadzwonię. Pa – usłyszała, na co na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
 - Pa, Clar – odpowiedziała, po czym odłożyła telefon na stolik i udała się do kuchni.
Zgodnie z radą, a raczej rozkazem, przyjaciółki zaparzyła sobie melisę, którą po chwili powoli sączyła, oczekując na jakikolwiek sygnał telefonu.
Najgorsze piętnaście minut jej życia dłużyło się niemiłosiernie, a napięcie, które odczuwała, nie dawało spokoju. Wpatrywała się z uwagą w telefon, czekając na jego sygnał. gdy wreszcie ekran zaświecił się, a urządzenie wydało z siebie charakterystyczny dźwięk, Eleanor z wrażenia upuściła szklankę z gorącym wywarem, który rozlał się na ciemny dywan, a szklanka poturlała się, aż do podłogi. Jednak to nie miało teraz znaczenia. Dziewczyna szybko odczytała wiadomość, na którą równie szybko dopowiedziała.

Od: Clar! <3
O 16:00 w Starbucksie. Życzę powodzenia! xx
Do: Clar! <3
DZIĘKUJĘ! Odwdzięczę się jakoś. xo

Nerwowo spojrzała na zegarek i widząc, że do spotkania pozostało jej dwadzieścia minut, szybko pobiegła do łazienki, by wyglądać w miarę dobrze. Jednak widok jej odbicia przeraził ją, jak jeszcze nic. Pokrążone i zaczerwienione od płaczu oczy oraz makijaż rozmyty na całej twarzy przez łzy, które dziewczyna wylewała od kilku godzin. Szybko zmyła resztki tuszu i starała się jakkolwiek zamaskować wszystkie niedoskonałości. Westchnęła, widząc, że niestety oczu nie uda jej się ukryć, po czym szybko pobiegła się przebrać. Biała koszula, czarne rurki, czarne szpilki i granatowa marynarka - bardzo formalnie. Szybko przebrała się i zakładając na noc przeciwsłoneczne okulary, wybiegła z domu. W duchu cieszyła się, że kawiarnia znajduje się tylko trzy minuty od jej mieszkania, więc szybko znalazła się w lokalu. Został tylko jeden problem. Nie miała pojęcia z kim ma się spotkać...
Zajęła miejsce w jednym ze stolików z nadzieją, że osoba, z którą ma rozmawiać jeszcze się nie pojawiła. Rozejrzała się po pomieszczeniu i gdy do jej stolika podeszła niska kelnerka, brunetka zamówiła dla siebie kawę. Gdy tylko młoda kobieta odeszła z zamówieniem od jej stolika, do lokalu wszedł umięśniony mężczyzna, który zmierzał do stolika El.
 - Eleanor Calder? – zapytał dość sympatycznym głosem.
 - Tak – powiedziała niepewnie.
 - Paul Higgins – podał dłoń dziewczynie, na co ona lekko ją uścisnęła, po czym mężczyzna zajął miejsce naprzeciwko niej. – Podobno szukasz pracy.
 - Tak, jednak na razie z marnym skutkiem.
 - Mam dla ciebie dość interesującą ofertę.
 - Zamieniam się w słuch.
 - Słyszałaś może o zespole One Direction?
 - Tak. Ostatnio nawet dość sporo.
 - Chciałbym zatrudnić cię jako dziewczynę jednego z nich. Danielle wiele mi o tobie opowiadała, więc stwierdziłem, że świetnie się nadasz.
 - Ale...
 - Dostaniesz osiem tysięcy, panno Calder.
 - Jak długo?
 - Zależy jak będziecie się spisywali.
 - Osiem tysięcy za kilka tygodni? Miesięcy? Czy lat?
 - Źle mnie zrozumiałaś – zaśmiał się ponuro. – Osiem tysięcy za miesiąc, a tymczasowo proponuję umowę na półtora roku.
 - Ale ja mam chłopaka.
 - Nie musisz być z nim naprawdę. To ma być tylko wersja dla prasy. Twoje życie prywatne jest twoim wyborem. Tylko nie możesz okazywać uczuć swojemu partnerowi w miejscach publicznych.
 - To nie jest takie proste, panie Higgins. Ja...
 - Dobrze. Dziewięć tysięcy. Podobno pilnie potrzebujesz gotówki. To jedyny sposób. Zastanów się. Tu masz mój numer. Gdy będziesz pewna, dzwon – powiedział, po czym położył niewielką wizytówkę na stoliku i wyszedł.
To jedyne wyście, by wysłać pieniądze rodzicom na operację. Nie ma innego wyjścia - pomyślała.

 - El, też tak sądzisz? – usłyszała melodyjny głos Mulata.
 - Co? – zapytała zdezorientowana.
 - No wiesz? – udawał oburzenie Lou. – Nie słuchałaś nas?
 - Przepraszam – powiedziała, wydymając dolną wargę i potargała włosy Tomlinsona.
 - Dobra! Teraz to przesadziłaś.
Eleanor, wybuchając śmiechem zaczęła uciekać po całym domu, przed goniącym ją Louisem. Tak. Teraz ma przyjaciela, prawdziwego przyjaciela, o którym zawsze marzyła i który zawsze potrafi poprawić jej humor. Jednak... Czy tylko przyjaciela?

***

Niall razem z Rose mieli drobne spóźnienie, spowodowane zakorkowanymi autostradami. Gdy wreszcie podjechali pod arenę, a raczej na jej tyłu szybko weszli do budynku. Horan zawołał jednego z ochroniarz, aby bezpiecznie doprowadził jego dziewczynę do reszty dziewczyn, a sam pobiegł do garderoby, by szybko przebrać się i udać do makijażystek, by ukryły ślady po bójce. Przebranie się nie zajęło chłopakowi dość dużo czasu, więc szybko pobiegł do makijażystek.
 - Boże! – wrzasnęła Mia, widząc blondyna. – Najpierw Zayn, teraz ty?! Jak ja mam niby zamaskować wam te ślady. Nie mogliście pobić się po koncercie? – spojrzała na niego groźnie, na co Horan tylko wyszczerzył swoje ząbki.
 - Dasz radę – zaśmiał się.
 - Ugh. Chodź tutaj. Mam niewiele czasu – powiedziała, kiwając z politowaniem głową.
***

 - Ben – usłyszała Rosalie, za swoimi plecami, jednak wolała nie odwracać się, bo wiedziała do kogo ten głos należy. – Ben! Mówię do Ciebie!
Ochroniarz, za którym szła szatynka stanął nagle, jak wryty, po czym szybko odwrócił się, by spojrzeć na swojego szefa. Rosie jednak nie ruszyła się i nadal stała odwrócona plecami do krzyczącego mężczyzny.
 - Tak, szefie?
 - Kim ona jest i gdzie ją prowadzisz?
Mimo iż szatynka nie widziała twarzy "szefa" to wiedziała, że wskazuje na nią. Nie chciała, by ochroniarz, z którym dość przyjemnie jej się rozmawiało stracił pracę, więc odwróciła się i dokładnie zauważyła, malującą się na twarzy nowoprzybyłego mężczyzny złość.
 - Witaj, Paul – odezwała się, uśmiechając się sztucznie.
 - Smith, co ty tu robisz? – starał się nie okazywać narastającej w nim irytacji.
 - Z tego, co wiem, to idę na koncert.
 - Dobrze wiesz, że miałaś się tu nie pojawiać.
 - Ups. Co za pech. Skończyłeś? Wiesz, nie chciałabym się spóźnić na występ MOJEGO CHŁOPAKA.
 - Ben, idź i pomóż reszcie przy wejściu – powiedział Higgins, na co ochroniarz szybko sie oddalił. – Dlaczego tu jesteś?
 - Jak już mówiłam, przyszłam na koncert. Nie możesz mi tego zabronić, Paul. Nie masz takich praw. Właściciel areny jest moim wujkiem. Wygrywam czy ci się to podoba, czy nie.
 - Smith, bądź rozsądna. Chcesz kolejnej draki? Już dziś byłaś w telewizji. Nie wystarczy ci?
 - Nie próbuj manipulować moim rozumem. Jestem mądrzejsza niż... niż inni.
 - Zdaję sobie z tego sprawę, jednak pamiętaj, że mam wpływ na wiele rzeczy.
 - Pamiętaj, że znam twoją przeszłość i wiele sekretów, które próbujesz ukryć – uśmiechnęła się.
 - To było kiedyś. Myślisz, że przeszłość ma jakiekolwiek znaczenie?
 - Biedny, głupiutki, Paul – mówiła dziewczyna pochodząc bliżej rozmówcy i kładąc mu rękę na ramieniu. – Może i zwyczajna przeszłość nie, ale twoja zawiera interesujące rzeczy nie sądzisz?
 - Nie zgrywaj się. Składałaś obietnicę, że nie powiesz.
 - Zmusiłeś mnie do tego. Poza tym obiecywałam o milczeniu na temat jednaj rzeczy. Są jeszcze pozostałe, Higgins. Mnóstwo pozostałych, za które z pewnością wylecisz – ponownie się uśmiechnęła. – Chciałabym powiedzieć, że miło było cię widzieć, ale wolę nie kłamać. Sam wiesz jak to się kończy. Miłego dnia – dodała, po czym ruszyła pod scenę.
Korytarz zdawał się nie mieć końca i mimo iż była zadowolona z rzeczy, które powiedziała mężczyźnie to w głębi duszy zastanawiała się, czy byłaby w stanie wszystko powiedzieć. Jej myśli przerwał skrzyp drzwi tuż przed nią.
 - Car – usłyszała wesoły głos Mulata, który już po chwili zamknął ją w szczelnym uścisku.
 - Widzieliśmy się kilka godzin temu, Zayn – zaśmiała się, mocniej wtulając się w chłopaka.
 - Ekhem – usłyszeli, na co momentalnie od siebie odskoczyli. – Czy ja nie wyraziłem się ostatnim razem dość jasno, Malik?!

_______________________________

Małe wyjaśnienie, gdyby ktoś się pogubił.
Clar = Danielle.
Jane = Eleanor.
Tommy = chłopak Eleanor, NIE LOUIS.
Przepraszam za opóźnienie. Wiele sekretów pojawiło się w tym, jak i w poprzednim rozdziale, nieprawdaż? Zbierzmy je.
1. Wieść Eleanor dla Tommy'ego. Ktoś się domyśla, co to może być?
2. Jaka była przeszłość Higginsa?
3. Jak dużo wie Rose?
Może macie jakieś przypuszczenia? Jeżeli tak to chętnie poczytam je wszystkie.
+ bardzo dziękuję za liczne oferowanie pomocy! Na pewno kiedyś z niej skorzystam. <3

ZAPRASZAM WSZYSTKIM DO OBEJRZENIA! TO WAŻNE!
Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej odnoście tej akcji, kliknijcie na button, który znajduje się po prawej stronie, pod nawigacją bloga. Zapraszam do udziału w projekcie!

Następny rozdział?
Odliczajcie tydzień. Postaram się dodać.
Pozdrawiam i liczę na wasze komentarze. <3

+ ZAPRASZAM NA MOJEGO TRZECIEGO BLOGA!
PIERWSZY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ JUTRO LUB W ŚRODĘ.

EDIT: Jest nowy zwiastun bloga! Zapraszam do oglądania.
            http://www.youtube.com/watch?v=uRrQ41iAhSc

6 komentarzy:

  1. O Matko, ale akcja w tym rozdziale ! Dobrze, że zrobiłaś to podsumowanie pod, bo normalnie bym nie wiedziała co i jak xd Naprawdę świetnie się czytało i aż chcę więcej więc dawaj mi tutaj następny ! :) Życzę weny i pozdrawiam <3 :*

    http://all-to-make-the-shelter.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział dużo się działo :D
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ubóstwiam ten rozdział ;D fajnie, że tyle się w nim działo ;)
    A najbardziej podobało mi się to jak Rose postawiła się Paulowi ;) Aaaa ! Nie mam pojęcia co na niego ma ;D Ale czuję, że to jest dobre ;) Mam nadzieję, że się w końcu wyda ;)
    Historia El .. ? Bardzo ciekawa i zastanawiam się kiedy wyjaśni się co z nią będzie dalej ;D
    Już odliczam ten tydzień ;) I nie mogę doczekać się kolejnego ;*
    do zobaczenia ;**
    ♥♥♥
    http://justgivemeafreelove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. 1D THIS IS US cały film tylko tutaj:
    twojekinotv.blogspot.com/2013/09/one-direction-this-is-us.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudownie piszesz! Rozdzial - fantastyczny *.*

    OdpowiedzUsuń

komentarz = motywacja. ;3
z góry dziękuję. *,*