niedziela, 25 sierpnia 2013

Odcinek 4.: Nowy związek.

 - Dzwonił Paul – poinformował Liam, wchodząc do salonu.
 - Czego znowu chciał? – zapytał, udając zainteresowanie Harry.
 - Od nas nic.
 - Więc, po co dzwonił? – dopytywał Niall, ściągając brwi.
 - Chce się spotkać z Zaynem – odpowiedział wszystkim i przeniósł wzrok na Mulata. – Masz być w jego biurze za godzinę. Brzmiał... dziwnie.
 - Dzięki za wiadomość – mruknął Malik, wychodząc z pomieszczenia.
Zdziwił go fakt, że ma spotkać się z menagerem bez reszty zespołu. Nigdy nie wzywał żadnego, żeby porozmawiać z nim na osobności, a teraz nagle wzywa tylko Malika. Dlaczego akurat mnie? Chłopak zaczął mieć pewne obawy, co do przebiegu spotkania, ale nie miał zbytnio czasu, by się rozczulać nad tym wszystkim. Szybko pobiegł na górę, przebrał się i wyszedł z domu, po czym wsiadł do czarnej limuzyny, która już na niego czekała.

***

 - Zabawne! – parsknął śmiechem Malik. – To są chyba jakieś żarty!
 - Przestań krzyczeć – warknął Paul. – Posłuchaj, podpisałeś kontrakt.
 - Nie masz prawa!
 - Właśnie, że mam – uśmiechnął się złośliwie, pokazując kontrakt z pięcioma podpisami i wskazując na podpis Mulata, zaśmiał się bezczelnie. – Widzisz? To sprawia, że właśnie mam prawo ustalać większość rzeczy za ciebie. Sam mi go nadałeś.
Zayn wbił złowrogie spojrzenie w swojego menagera. Można było zauważyć jak zacisnął szczękę w geście irytacji. Wiedział, że właśnie przegrał. Siedzące naprzeciwko niego osoby, wpatrywały się z uwagą w każdy ruch chłopaka. Blondynka wyglądała na lekko przerażoną jego reakcją, natomiast krótko ścięty szatyn w okularach, któremu pewnie stuknęła już trzydziestka, wyglądał na oburzonego zachowaniem Mulata. Wszystko było niedorzeczne. Przecież Paul dobrze wiedział, że Malik nie potrafi udawać, a tym bardziej nie będzie potrafił odnaleźć się w takiej sytuacji. To było beznadziejne. Przeniósł wzrok na siedzącą na wprost dziewczynę i momentalnie się uspokoił, widząc przerażenie w jej niebieskich tęczówkach. Chyba nie powinien wybuchać w towarzystwie dziewczyny, która intelektem dorównuje dziesięciolatkom. Błagam, powiedzcie, że właśnie mnie wkręciliście i ja wcale nie muszę niczego udawać.
 - Powtórzmy wszystko jeszcze raz – westchnął ze zrezygnowaniem Zayn.
 - Panie Malik, a co tu trzeba powtarzać? – odezwał się menager Little Mix. – Jesteście parom.
 - Tylko to dla nas – wywrócił teatralnie oczami. – Tylko, co mamy mówić prasie? Jutro mamy wywiad.
 - To bardzo proste. Znacie się ponad pół roku, do tej pory byliście przyjaciółmi, ale postanowiliście spróbować czegoś więcej. Obydwoje się kochacie, więc nic nie stało temu na przeszkodzie. Trudne?
 - Trochę tak – skrzywiła się blondynka. – Mógłbyś powtórzyć, Mark? Proszę? – zapytała słodkich głosem, na co mężczyzna westchnął i schował twarz w dłonie.
 - Napiszę ci to na kartce, a ty się tego nauczysz. Dobrze, Pezz?
 - Jasne – uśmiechnęła się i przeniosła wzrok na Mulata, który był lekko rozbawiony całą sytuacją.
 - Od ilu jesteśmy razem? – dopytywał Malik, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
 - Od trzech dni – odparł Paul. – Jeszcze jakieś pytania?
Przez chwilę wszyscy siedzieli w ciszy, zastanawiając się czy wszystko jest jasne. Po chwili jednak pokiwali przecząco głowami, odpowiadając na pytanie zadane przez Paula.
 - W takim razie możecie już iść – odezwał się Mark, po czym Perrie i Zayn podnieśli się z miejsc w tym samym czasie i ruszyli do drzwi, które chłopak otworzył przed blondynką. – Macie być razem przynajmniej pięć godzin! – usłyszeli za sobą, po czym opuścili biuro menagera chłopaków.

***

 - Hej, skarbie. Wpadniesz? – zapytał radosnym tonem chłopak.
 - Hej – usłyszał lekko zachrypnięty głos w słuchawce. – Chyba nie dam rady.
 - Co się stało?
 - Nic takiego, po prostu źle się czuję.
 - W takim razie, doktor Horan, zaraz będzie – powiedział, a w słuchawce usłyszał cichy chichot.
 - Nie, Niall. Nie chciałabym, żebyś się zaraził. Przecież jutro masz ważny wywiad, no i koncert.
 - Spokojnie, nic mi nie będzie. Wpadnę za jakieś dziesięć minut. Do zobaczenia!
 - Pa, kochanie.
Blondyn rozłączył się i schował telefon do kieszeni swoich dżinsów. Z szerokim uśmiechem udał się w kierunku drzwi. Gdy Niall zakładał kurtkę, Liam próbował dodzwonić się do Danielle. Niestety z marnym skutkiem, przez co chłopak zaczął się martwić. Od kilku godzin nie miał kontaktu z dziewczyną, a przecież obiecała, że zadzwoni. Ona zawsze dotrzymuje słowa. Horan zerknął w stronę salonu, gdzie nerwowo po całym pomieszczeniu poruszał się Payne, natomiast Harry razem z Louisem zajmowali miejsce na kanapie i nabijali się z Liama. Blondyn skrzywił się tylko na ten widok i już miał coś powiedzieć, ale w porę ugryzł się w język. I tak mnie nie posłuchają, a później będą się nabijali. W takich sytuacjach lepiej się nie narażać. Niall szybko dopiął zamek swojej kurtki, po czym założył na głowę kaptur i czym prędzej opuścił mieszkanie. Teraz liczyła się tylko Rosie, ale w sumie dla Horana zawsze tylko ona się liczy, więc to żadna nowość. Szybkim krokiem przemierzał ulice tłocznego Londynu, by po chwili stanąć przed średniej wielkość, brązowym, dwupiętrowym domkiem. Planowali zamieszkać w nim razem, ale blondyn nie wiedział, że w kontrakcie jest podpunkt, który oznajmia, że zespół musi zamieszkać razem. Gdy się o tym dowiedział to nieźle się wściekł, ale było już za późno by cokolwiek zmienić, więc po prostu musiał się z tym pogodzić.
Zimny śnieg spadający na twarz chłopaka, wyrwał go z przemyśleń. Ocknął się i podszedł do drzwi. Dokładnie wiedział, że skoro Rose się źle czuje to drzwi są zamknięte, a dziewczyna leży w łóżku. Nie chciał jej z niego wyciągać, więc wyjął z kieszeni swoje klucze, którymi po chwili otworzył zamek. Szybko zdjął z siebie buty i kurtkę, po czym ruszył w głąb mieszkania. W salonie znalazł śpiącą szatynkę. Mimowolnie się uśmiechnął, patrząc na jej spokojną twarz. Minęły już cztery lata, prawie cztery. Ucałował w czoło śpiącą Rosie i okrył ją bardziej kocem. Postanowił zrobić sobie kawę, żeby się trochę ogrzać.
Wstawił wodę i oparł się rękami o blat, pochylając głowę. Westchnął głośno, zamykając oczy i rozkoszując się panującą ciszą. Ile by dał, żeby mieć taki spokój na co dzień, a nie słuchać wiecznych kłótni albo nawet brać w nich udział. Zaczął rozmyślać. Ostatnio często to robił, a głównym tematem był X Factor. Zastanawiał się, co by było, gdyby nie poszedł do programu. Czy nadal byłby z Rose? Pewnie, że tak! Akurat, co do tego nie miał wątpliwości. Kocha ją i niesamowicie męczy go fakt, że nikt nie może się o tym dowiedzieć. Ciężko utrzymać tak silną miłość w tajemnicy. Jego rozmyślania przerwało ciepło, które poczuł na plecach, a po chwili szczupłe ramiona objęły jego talię. Już wtedy wiedział, że to jego kochana szatynka, przez co na twarzy blondyna pojawił się ogromny uśmiech. Odwrócił się przodem do dziewczyny, po czym mocno ją do siebie przytulił, jakby chciał ochronić ją przed całym złem świata. Nawet teraz, potargana, z czerwonymi oczami i w za dużej bluzie, była dla niego piękna.
 - Przestraszyłeś mnie – wyznała po chwili Rosie i spojrzała prosto w oczy Horana. – Nie słyszałam jak wchodzisz.
 - Przepraszam, ale wiesz przecież, że mam klucze. No, a ty tak słodko spałaś – zaśmiał się, na co na twarzy dziewczyny również pojawił się uśmiech. – Swoją drogą, nie powinnaś leżeć w łóżku?
 - Jak na chwilkę z niego wyjdę to nic mi nie będzie.
 - Będzie. Uciekaj do łóżeczka, a ja zaraz przyniosę ci gorącą herbatkę.
 - Ale...
 - Nie ma żadnego "ale", kochanie. Musisz wyleżeć i pozbyć się tej chrypki. Zabieram cię jutro ze sobą.
 - Jak to gdzie? No przecież na koncert – ponownie się zaśmiał.
 - Przecież wiesz, jak zareaguje Paul. Ten facet mnie nienawidzi!
 - Za to ja cię kocham i mam gdzieś jego zdanie – powiedział z uśmiechem, całując czubek nosa dziewczyny.
 - Też cię kocham – westchnęła i znowu wtuliła się w blondyna.
 - A teraz leź pod kocyk, a ja zaraz będę obok.
Dziewczyna śmiejąc się, wróciła do pokoju, po drodze wywracając oczami. Chwilami jest naprawdę niemożliwy. Miała pewne obawy, co do jutrzejszego dnia.

***

 - To... Może porozmawiamy? – zapytał Mulat, biorąc blondynkę za rękę.
 - Głuptasie – zaśmiała się słodko dziewczyna. – Przecież cały czas rozmawiamy.
 - Nie to konkretnie miałem na myśli – odparł, spoglądając na dziewczynę.
Nie patrzyła na niego. Najwyraźniej ciekawszy był dla niej chodnik, niż chłopak, z którym właśnie przechodzi ulicą. Sławny chłopak, który właśnie dokładnie jej się przyglądał, przez co czuła się skrępowana. Jej kąciki uniosły się delikatnie ku górze, po czym odwróciła głowę i spotkała czekoladowe tęczówki towarzysza.
 - Dlaczego tak na mnie patrzysz?
 - Ja... Um.... Tak po prostu... Jakoś...
Starał się coś wymyślić, ale nie udało mu się to, w efekcie czego usłyszał śmiech blondynki. Jej śmiech jest cudowny. Tak naprawdę jedyne, co teraz siedziało w głowie chłopaka to pytanie "dlaczego zgodziłaś się na ten cyrk?". Wiedział jednak, że nie powinien na razie pytać. Może ona po prostu ma taki sam kontakt jak on? Nie, nie. Raczej nie. A może jednak? Wyrzucił z głowy wszystkie myśli na temat tego głupiego spotkania i ponownie spojrzał na dziewczynę. Chciał się czegoś o niej dowiedzieć.
 - Może porozmawiamy na poważniejsze tematy?
 - Och... Ty też uważasz, że Selena i Justin do siebie nie pasują? – mówiła z przejęciem, ale nie spojrzała w stronę chłopaka. – Mówiłam jej, żeby się w to nie pakowała. To zwykły dupek i...
 - Pezz, nie koniecznie takie tematy miałem na myśli.
 - No tak! – odwróciła twarz w jego kierunku i zatrzymała się. – Masz rację!
 - Co? Z czym? – zapytał zdezorientowany.
 - Nie mam się w co ubrać na twój jutrzejszy koncert, a podobno musze na nim być.
 - Och, nie wiedziałem, ale...
 - Tak, Zayn. Oczywiście, że możesz pójść ze mną. Widzę, że masz świetny gust! Dobrze się składa.
Malik nie zdążył już nic odpowiedzieć, bo był ciągnięty za rękę przez tłum ludzi. Co chwilę widział błysk jakiegoś flesza po którejś stronie. Obserwują nas. Właśnie tego chciał menager zarówno One Direction, jak i Little Mix. Związek to najlepsza promocja dla obu stron.

***

Już od godziny Liam siedział w swoim pokoju i rozmawiał z Danielle, która odebrała telefon, rozwiewając tym samym wszystkie czarne scenariusze, które utworzył umył chłopaka.
 - O której będziesz w Londynie?
 - O piętnastej ląduje.
 - Um... Piętnasta?
 - Nie dasz rady?
 - Mam wywiad. Dopiero o szesnastej kończymy.
 - Nic nie szkodzi. Pojadę do El i później zabiorę się z nią na koncert.
 - Przyjadę po was.
 - Dzięki.
 - Nie gniewasz się?
 - Li, skarbie. Oczywiście, że nie. Przecież rozumiem, że musisz być na wywiadzie. Wiem jaki straszny jest ten wasz menager.
 - Już się bałem, że jesteś na mnie zła.
 - Nie trzęś portkami, kochanie – zaśmiała się, na co chłopak jej zawtórował. – O której po nas przyjedziesz?
 - Po wywiadzie.
 - Ale...
 - Posiedzicie u nas i później zabierzecie się z nami.
 - No dobra, jak tam chcesz. Muszę kończyć, skarbie. Kocham cię, pa!
 - Ja ciebie też, pa.
Rzucił telefon na szafkę i położył się na łóżku, wpatrując się w jasnofioletowy sufit. Jego myśli skupione były na dziewczynie. Strasznie za nią tęsknił. Chciałby móc się do niej przytulić i poczuć jej cudowny zapach, który przyjemnie drażni jego nozdrza. Uwielbiał to. Leżał na miękkiej pościeli, wspominając wszystkie wspaniałe chwile spędzone w jej towarzystwie. Jego myśli powoli odbiegały od dziewczyny, by skupić się na jutrzejszym wywiadzie. Czeka ich długa seria pytań. W końcu to dwugodzinny wywiad. Cóż, może być ciekawie.

***
Blondyn ostatni raz popatrzył w oczy dziewczyny, po czym musnął ustami jej policzek i opuścił progi domu, który miał być spełnieniem ich marzeń. Dziewczyna bardzo cieszyła się z każdej wizyty chłopaka. Mimo iż chwilami był nadopiekuńczy, to jednocześnie strasznie słodki i czuła, że jest dla niego ważna, a to liczyło się najbardziej. Dochodziła dwudziesta trzecia. Rosie prosiła Nialla, żeby został, bo bała się o niego, w końcu jest bardzo późno, a jako, że jest zima, to również bardzo ciemno, ale chłopak uparł się, że powinien wrócić do domu. Jego upór chwilami był nie do wytrzymania, ale nie miała innego wyjścia jak po prostu pożegnać się z chłopakiem. Zamknęła drzwi i udała się do salonu. Zdążyła usiąść na kanapie, gdy rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Spojrzała na zegarek i lekko się przestraszyła. Nikogo się nie spodziewała, a tym bardziej nie o tak późnej porze. W dodatku mogła mieć pewność, że to nie Horan, bo on otworzyłby sobie sam drzwi. Postanowiła udawać, że nikogo nie ma, ale "gość" natarczywie naciskał przycisk, którego dźwięk niesamowicie irytował dziewczynę. Wstała i przestraszona podeszła do dębowych drzwi. Wciągnęła ze świstem powietrze i pociągnęła drzwi do siebie. W momencie zobaczenia "gościa" niesamowicie się zdziwiła. Całkowicie się tego nie spodziewała.
 - Mogę wejść? – zapytał głosem wypranym z emocji.
 - Jasne, że tak – odpowiedziała, wpuściła chłopaka i przyglądała mu się z uwagą, gdy zdejmował buty, a następnie odwieszał kurtkę na wieszak. – Co się...
 - Przytul mnie.
 - Co? – zapytała zdziwiona.
 - Wiem, nigdy tego nie robiłem i to też jest dla mnie dziwne, ale teraz właśnie o to proszę. Po prostu mnie przytul.
Zdezorientowana Smith stanęła na palcach i przyciągnęła do siebie chłopaka. Właśnie tego teraz potrzebował, dokładnie tego, dokładnie od niej. W jej ramionach całkowicie się rozkleił. Wtulił twarz w ramie jej bluzy i płakał, płakał jak małe dziecko. Z bezsilności oraz bezradności, którą tak mocno odczuwał. Najnormalniej w świecie miał dosyć, ale... Kto na jego miejscu by nie miał? Już i tak wiele wytrzymał. Chłopak nie potrafił znieść tej całej, chorej sytuacji.
Rosie nie wiedziała, co się dzieje. Nigdy nie widziała przyjaciela w takim stanie, przez co jeszcze bardziej się denerwowała. Ciepłe łzy wyrządzały ścieżkę na twarzy chłopaka, by po chwili znaleźć się na rękawie bluzy, którą szatynka miała na sobie. Stali tak kilka minut, po których odsunął się od dziewczyny i spojrzał na nią zapłakanymi oczami, w których można było dostrzec smutek. Smutek i namacalną pustkę, ale również jakieś drobne ciepło, które pojawiło się dopiero, gdy chłopak znalazł się w objęciach szatynki.
 - Przepraszam, Car.
 - Za co ty mnie do cholery przepraszasz? – zapytała nadal w lekkim szoku.
 - Za to, że tu przyszedłem, że cię pewnie obudziłem i przemoczyłem ci rękaw.
 - Dobrze się czujesz?! Wiesz, że możesz przyjść do mnie o każdej porze dnia i nocy. Nie obudziłeś mnie, bo Niall dopiero wyszedł, a bluza wyschnie, o to się nie martw. Teraz chodź, zrobię ci herbaty, bo widzę, że zmarzłeś.
 - Dzięki Car, jesteś kochana.
 - To zabawne, że nawet w takim stanie potrafisz mówić do mnie "Car", chociaż wiesz, że tego nienawidzę – mówiła, na co Mulat cicho się zaśmiał.

***

 - Przestań! – wybuchła śmiechem Rosie. – Nie może być taka zła, na pewno przesadzasz.
 - Car, uwierz mi. Harry to przy niej Einstein – westchnął odstawiając kubek po herbacie na stół i wstając z kanapy. – Dochodzi pierwsza, chyba powinienem już iść.
 - Ej, czekaj! – złapała go za ramię i pociągnęła tak, że z powrotem usiadł na swoim poprzednim miejscu. – Gdzie ty się o tej porze wybierasz?
 - Przeważnie do domu?
 - Sądzisz, że cię wypuszczę tak późno? Zwariowałeś?
 - Spokojnie, nic mi nie będzie.
 - Nie, Zayn. Zostań, proszę – próbowała przekonać chłopaka, ale ten nadal trzymał się swojej wersji. – Będę się bała i nie będę mogła przez ciebie spać. Proszę, zostań.
Czy Rosalie Carmen Smith właśnie powiedziała, że będzie się bala? O mnie?!
 - No, ale nie mam żadnych ubrań i jutro ten wywiad – starał się coś wymyślić, ale nadal był w szoku po jej słowach.
 - Wywiad macie o dwunastej. Wezmę coś od Nialla i w tym będziesz spał, a rano wstaniesz i pójdziesz do domu, żeby wyszykować się na wywiadzik – uśmiechnęła się, na co Mulat westchnął.
 - Nie odpuścisz, prawda?
 - Oczywiście, że nie.
 - Jesteś uparta.
 - Dzięki, staram się – zaśmiała się, a Malik jej zawtórował. – Teraz wróćmy do tematu twojej koleżanki. Będzie na jutrzejszym koncercie?
 - Będzie, a co?
 - Będę mogła ją poznać.
 - Idziesz na nasz koncert?
 - Tak, Niall błagał.
 - Ja się cieszę, że będziesz, ale...
 - Tak wiem, menager go zabije. Nie chciał słuchać.
 - Tak, on go zdecydowanie zabije.
Siedzieli i rozmawiali jeszcze bardzo długo. Gdy skończyli, bo zaczął ich męczyć sen, Rose dała Mulatowi ubrania do spania, po czym życzyła mu słodkich snów. Sama natomiast poszła do pokoju i po krótkim prysznicu, położyła się do łóżka. Nadal męczyły ją obawy.... Praca, wywiad, Niall, Zayn, koncert, Paul. Z natłoku nieprzyjemnych myśli, zasnęła.
___________________________________
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Miłego czytania. ;3

6 komentarzy:

  1. świetne świetne świetne !!! ;D
    współczuje Zaynowi :(
    Mam nadzieję, że sobie poradzi :(
    Ciekawe jak zareaguje Paul na Car...
    Proszę dodaj szybko !
    Bo chyba mnie zkręci z ciekawości !
    Czekam !! ;***
    ♥♥♥
    http://justgivemeafreelove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. hej directonerki ! zobaczcie co właśnie znalazłam : http://movies.xaa.pl/?p=11 to jest film :"This is us" !!! można go spokojnie pobrać i pooglądać w domu chłopaków z 1D <3 opis jest po angielsku, ale w filmie można włączyć polskie napisy także super;) bylam na nim w kinie, ale pobrałam go i teraz oglądam codziennie haha ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żyjesz myśląc, że masz całą wieczność na rozpatrywanie najróżniejszych spraw. Nie zdajesz sobie jednak sprawy, że jedna chwila potrafi zniszczyć wszystko. Sprawić, że jakiekolwiek jutro przestaje istnieć. Przewrócić twoje życie do góry nogami, pokazując ulotność chwil. Zdajesz sobie sprawę z tego, jak wiele miałeś, gdy jedyne co trzymasz w swoich ramionach to wspomnienia.
    Zayn stracił wszystko, co miało dla niego znaczenie. Ronnie odeszła, a on nie mógł nic na to zaradzić. Czy uda mu się ją odzyskać? Czy może już na zawsze będzie musiał zapomieć o ukochanej, nie mając pojęcia, co zrobił nie tak?

    Zapraszam na bloga www.when-i-was-your-man.blogspot.com


    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś dla mnie, serio, nie lubię Perrie...
    Mam nadzieję, że Zyan sobie jakoś poradzi zwłaszcza, że widzę, że on chyba coś czuję do Car.. :c
    Już nie mogę doczekać się kolejnego dodawaj szybko ! :) <3
    Pozdrawiam, życzę weny i czekam nn :**

    http://hugmekissmelovememarryme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne, świetne, świetne.
    Jeszcze nei czytałam takiego bloga, w którym chłopaki by za dobą nie przepadali. Kocham to!
    Zayn i Perrie? Lubie ją, więc spoczo ^^
    Ale piszesz... kochana, masz ogromny talent. Czytając to opowiadanie nie widzę słów i zdań, lecz miejsca, bohaterów. Niemalże słyszę, jak ze sobą rozmawiają.
    To, jak tworzysz jest O L Ś N I E W A J Ą C E.
    Oby tak dalej ;)
    zapraszam w wolnym czasie na http://i--love--myself--better--than--you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

komentarz = motywacja. ;3
z góry dziękuję. *,*